Wpisy

  • sobota, 18 kwietnia 2015
    • bomba M

      Dziecię usło na, zmęczonym wczorajszym wyjściem integracyjnym, ojcu, Pani Ania w ramach babcinego dyżuru ogarnia dinner, uznałam więc, że to idealny moment na zaktualizowanie bloga i oplucie jadem, kolejny raz, rodzaju męskiego. Nie będę pisać jak to mój mąż stroi fochy na moje veto, kiedy chce się urwać na piłeczkie kolejny raz w tym tygodniu, zostawiając mnie w polu z gotowaniem, kąpaniem dzieciaka, usypianiem, robieniem strawy do biura, prasowankiem ubranka do pracy itd. Nie będę pisać jak mi gul rośnie, jak słyszę, że mój mąż czuje się w domu jak w więzieniu, kiedy robię sceny, że co tydzień ma piwko do północy z kolejnym zestawem kolegów. Na moje dąsy odpowiada, że ja też mogę się umówić z kimś na browar, cudowny pomysł! Świetna propozycja dla ciężarnej, prawda? Ale ostatnio o mały włos nie spadłam z dywanu jak usłyszałam historię jego kolegi z poprzedniej pracy, krew mnie zalała i już jechałam do Żyrardowa, żeby lać gościa, ale się cudem jakimś jednak powstrzymałam.

       

      Zatem, azaliż, więc, ów kolega tuż po ślubie przeprowadził się ze żoną do owego Żyrardowa, bo taniej niż w stolicy, pociągiem dojeżdżać do zakładu pracy, żaden problem. Brak rodziny i znajomych w okolicy nie miał znaczenia (gówno prawda). Zaczęły się rodzić dzieci, gość awansował, żona kiblowała kolejny macierzyński na zesłaniu w obcym mieście, całe doby sama z dziećmi, zdana na siebie. Gość wracał do domu coraz później, bo zebrania kadry menażerskiej, bo kolacje z jakimiś delegacjami, bo remont torów, bo audyt, bo to, bo sro. Wzięła go moda na fit, bio, slim, zaczął się odchudzać, fitnessować, biegać, podobać dziewczynom, lepiej się ubierać, żyć zaczął w końcu, otrzepał się z tego Żyrardowa i lśnił, błyszczał, lekki taki, świeży i piękniejszy. Żona tymczasem tkwiła z gnojami w nie swoim mieście, otoczona obcymi, bez szans na szybki powrót do ludzi, do pracy, bez szans na zmianę. Rzecz jasna miała się świetnie, kwitła, jedna rozrywka goniła kolejną, całymi dniami leżała i odpoczywała, jak już wstała to brała długą kąpiel, potem robiła fryzurę i makijaż, wpadała manikiurzystka, przyjeżdżał catering...żarcik taki...Dostawała szału, obłędu, depresji pozostawiona sama sobie. Ciosała mu kołki na głowie, wyła, krzyczała, albo urządzała awantury, albo ciche tygodnie. No i, o zgrozo, odmawiała bzykania! Gość zwierzył się mężowi, że już składał papiery rozwodowe, bo z zapłakanym krówskiem, nie dało się żyć, mieszkać, rozmawiać, no masakra jakaś. Trafili jednak do poradni,  połazili po psychologach i coś drgnęło, powoli zaczęło się układać, krówsko zaczęło być ciut lepsze, szczególnie jak powstał pomysł, żeby w końcu wróciła do pracy...

       

      Taak, nie ma to jak wyprowadzić ambitną babę z dużego miasta na prowincję, odseparować od pracy, rodziny i znajomych, narobić jej dzieci i zostawić na kilka lat w czterech ścianach na całe dnie bez pomocy, a potem mieć pretensje, że kobicie odbija, że szaleje, że ma fioła, wahania nastroju, że stroi fochy, o wszystko się czepia, nic nie rozumie, ma wiecznie pretensje, skwaszoną michę, że zero seksu, a jak już, to z wielką łachą. Przecież ma to siedzenie w domu z dziećmi w garach i pieluchach w genach, nie? No to co się rzuca? Niech się spełnia w roli żony i matki, no nie tego chciała jak truła o zaręczynach i ślubie?

       

      Powiem Wam, że nie wiem co natura akurat robiła jak tworzyła rodzaj męski, ale chyba miała kaca, albo wybitnie zły dzień. Nie wiem jakim cudem faceci docierają tak wysoko, jak to się dzieje, że są autorytetami, że cokolwiek zrobią świat pada na kolana, że mają pierwszeństwo, że są traktowani serio, że grają pierwsze skrzypce, że w ich ustach głupoty staja się mądrościami. Strasznie mnie to drażni, nie zgadzam się na taki układ i zawsze jak słyszę historię podobną do tej dzisiejszej, wierzgam i się wściekam. Marzę o przyszłości jak z Seksmisji, kiedy bomba M wybiła w pień męski klan. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      olgaf-o1
      Czas publikacji:
      sobota, 18 kwietnia 2015 12:56
  • wtorek, 10 marca 2015
    • lekcje asystenckie cz.1

      Aby powstrzymać się od relacjonowania trudów nieznośnego ostatnio macierzyństwa, postanowiłam podzielić się z ludzkością kilkoma radami/wskazówkami z życia asystentki. Dziś lekcja pierwsza o obiegu dokumentów na wesoło. Pewnie w innych organizacjach proces wygląda nieco inaczej, ale pewne ogólne zasady są przecież niezmienne, prawda? Zaczynamy.

      Przeprocesowanie pisma w organizacji czy to większej, czy to mniejszej bywa nierzadko istnym utrapieniem, nawet dla osób zaprawionych w bojach. Wierzcie mi, że od „zamówienia” na dokument do jego archiwizacji czeka Was długa i wyboista droga, często kręta i śliska. Jako, że temat „papierologii” w większym lub mniejszym stopniu dotyka każdego z Nas niemal codziennie, postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma radami z sekretariackiego podwórka i spróbować sprawić, aby papierowy diabeł nie był taki straszny jak go malują.

      Czy do „przepchnięcia” mamy dokument dla klienta zewnętrznego czy wewnętrznego zasady są te same. Najważniejsza jest rzecz jasna treść, która musi być skonsultowana ze specjalistami, poparta podstawą prawną, uzgodniona z zespołem/ właścicielem tematu. Katalogujcie wszystkie e-maile, załączniki  i inne materiały, które są budulcem
      zawartości Waszego dokumentu, aby w razie jakichkolwiek pytań, móc udzielić odpowiedzi i powołać się źródła. Wiadomo: im więcej papieru tym czystszy tyłek.

      Wygląd dokumentu jest niemal tak samo istotny jak jego przedmiot, i nie chodzi tu o wyrównane krawędzie tekstu. Do wyboru mamy kilkanaście wzorów dokumentów na każdą spółkę, w kolorze i w czerni, po polsku i po angielsku, do klienta zewnętrznego i wewnętrznego, czego dusza zapragnie. Uważnie dokonujcie wyboru odpowiedniej formatki, niefajnie jest bowiem przy zbieraniu ostatniego z miliona podpisów  orientować się, że w piśmie dla spółki X mamy stopkę spółki Y… Przed wydrukiem sprawdźcie wszystkie szczegóły:  treść, layout, załączniki do dokumentu i upewnijcie się, że wskazane w dokumencie osoby upoważnione do podpisu Waszego dzieła faktycznie figurują w dokumentach danej spółki jako uprawnione do takich czynności.

      Przed Wami część aktywna procesu, czyli zbieranie podpisów. Kiedy drukarka wypluje ostatnią stronę dokumentu, w pierwszej kolejności udajemy się do właściciela / właścicieli tematu po ich parafki na każdej kartce. Pokonamy kilometry korytarzy, aby Kierownicy, Prawnicy czy Zakupy nadały naszemu wydrukowi odpowiedniej mocy i wartości. Parafka jest przepustką do uzyskania podpisów Najwyższych, informuje ich bowiem, że dokument uzyskał autoryzację  jego twórców, którzy dają głowy za jego treść. Przed rozpoczęciem prawdziwego, właściwego i najżmudniejszego polowania na autografy Prokurentów, Dyrektorów i Członków Zarządów, warto upewnić się czy nie przebywają  oni przypadkiem na urlopie,  a jeśli wybyli, należy sprawdzić kto jest upoważniony do składania podpisu w ich zastępstwie. Pomocne okażą się w tym Asystentki, do nich kierujcie swe kroki jak i e-meilowe zapytania o dostępność osób Wam niezbędnych do przeprocesowania pisma. Dzięki krótkiej wiadomości wydanej paszczą, zawczasu zasygnalizujecie, że przyjdziecie do nich po podpis Szefa z papierem traktującym o tym i owym. Zaoszczędzi Wam to potem opowiadania całej historii projektu, z którym przybywacie. Osoba, w której rękach zostawiacie Wasze pismo powinna dostać jasny komunikat co to, po co, o czym, za ile, na kiedy i komu oddać jak już będzie podpisane.

      Kiedy otrzymacie cynk, że „autograf załatwiony” i trzymacie w rękach wymiętoszony, poplamiony i pogięty druk, jest już z górki. Czas na ostatnie czynności, czyli na zaraportowanie zleceniodawcy sukcesu jakim jest przeprocesowanie dokumentu. Następnie odbębniamy kopiowanie, skanowanie, wysyłkę oryginału do adresata, a kopii do autorów, katalogowanie, archiwizację, podanie informacji zainteresowanym gdzie dostępna jest kopia (link do folderu na dysku, nr segregatora, itd.). To wszystko. Dotarliście do mety. Gratuluję.

      Krótkie podsumowanie procesu, dla nielubiących czytać tekstów dłuższych niż horoskop na Onecie.

      - przygotuj starannie treść dokumentu

      - zadbaj o wygląd pisma

      - zbierz parafki autora, właściciela tematu, osób zaangażowanych w tworzenie dokumentu

      - zbierz wymagane podpisy

      - zaraportuj zleceniodawcy zakończenie procesowania dokumentu

      - wykonaj kopie i  skany podpisanego dokumentu

      - wyślij oryginał do adresata pisma (klient zewnętrzny) lub mu je przekaż (klient wewnętrzny)

      - nie zapomnij o archiwizacji i skatalogowaniu dokumentu

      - prześlij link do folderu, gdzie znajduje się pisma kopia autorom, właścicielom tematu, wszystkim zainteresowanym

       

      Łatwizna, no nie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      olgaf-o1
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 marca 2015 11:30

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa